Jak daleko stąd, jak blisko – polski film psychologiczny z 1971 roku w reżyserii Tadeusza Konwickiego, nakręcony według autorskiego scenariusza. Głównym bohaterem filmu jest Andrzej (Andrzej Łapicki), czterdziestoletni mężczyzna, którego nie opuszczają wspomnienia z czasów wojny oraz tajemnica późniejszej, samobójczej śmierci przyjaciela, Maksa (Gustaw Holoubek).
Fabuła
Czterdziestoletni Andrzej odbywa symboliczną podróż w przeszłość, pragnąc wyjaśnić motywy samobójstwa swojego przyjaciela Maksa. W fantastycznych wizjach bohatera pojawiają się widma jego bliskich osób.
W ślad za Andrzejem podąża wciąż grupa przebierańców w strojach chochołów oraz nieudany aktor Włodzio. W czasie pochodu pierwszomajowego Andrzej spotyka Musię, swoją miłość z okresu walki w partyzantce, która zginęła na Syberii. Rozmawia z dawno zmarłym ojcem i daremnie próbuje dowiedzieć się prawdy o swoim pochodzeniu. Wie jedynie, że był nieślubnym dzieckiem. W XIX-wiecznej cerkwi dostrzega pannę młodą, która ucieka sprzed ołtarza, gdyż nie chce poślubić Rosjanina. Wraz z Włodziem wychodzi z cerkwi na współczesną ulicę Warszawy lat siedemdziesiątych. Milicyjny radiowóz zawozi ich na plan filmowy, gdzie Andrzej dowiaduje się o samobójczej śmierci scenarzysty Maksa, który wyskoczył z okna wieżowca. Przesłuchiwany przez milicję Andrzej nie potrafi powiedzieć nic istotnego o życiu przyjaciela. Podczas snu ma wizję, w której świętuje swoje czterdzieste czwarte urodziny wśród żywych i umarłych. Wchodzi do ogromnego urzędu i odnajduje w nim swoją pierwszą żonę Joasię, która odtrąca jego zaloty. Wraca myślami do dzieciństwa, biorąc udział w pogrzebie Żyda-samobójcy. Dostrzega tam swojego towarzysza zabaw Szlomę i ostrzega go przed nadchodzącą Zagładą Żydów. Towarzyszy starej matce w kościelnej procesji i bezskutecznie usiłuje nawiązać z nią kontakt. Przebierańcy, którzy szli z Andrzejem, zdejmują kostiumy i bohater rozpoznaje w nich swoich towarzyszy z partyzantki. Pod jednym z kostiumów ukrywa się Musia. Dodaje odwagi Andrzejowi, który dostaje rozkaz wykonania wyroku na zdrajcy, współpracującym z Niemcami.
Film ma dwa warianty zakończenia. W pierwszym z nich Andrzej strzela, po czym ze zgrozą zauważa, że zabił Maksa. W drugim zakończeniu, następującym zaraz po pierwszym, zmarły wstaje i dzieli się z przyjacielem opłatkiem. Film kończy kontrnegatywowy obraz Żyda unoszącego się ponad miastem w morzu płomieni.
Middle-aged Andrzej takes a dreamlike journey to his troubled past, trying to understand his friend's suicide.
Produkcja
Filmem Jak daleko stąd, jak blisko Konwicki (1926–2015) powrócił do udziału w kinematografii polskiej po kilkuletniej przerwie (przedtem wystąpił z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, by zademonstrować swoje poparcie dla Leszka Kołakowskiego i Krzysztofa Pomiana, którzy w dziesiątą rocznicę Października 1956 krytykowali władzę). Tadeusz Konwicki nazywał swój film „autobiograficznym esejem filmowym” o ambicjach na miarę „biografii pewnego pokolenia”, zawieszonym w czasie i przestrzeni:
Ponadto Konwicki w wywiadzie z Konradem Eberhardtem sugerował, iż synkretyczne przedstawienie w filmie wielości kultur i religii ma podłoże autobiograficzne:
Jak daleko stąd, jak blisko został przepuszczony przez cenzurę bez większych ingerencji. Jak pisała Marta Fik, „nakazano Konwickiemu złagodzić scenę zastrzelenia pod choinką wigilijną Żyda przez polskiego partyzanta oraz wyeliminować bardzo drastyczne ujęcie stosunku seksualnego. Film uznano poza tym, że jest zrealizowany bardzo współcześnie i prezentuje dojrzały warsztat”.
Film został zakwalifikowany do konkursu na Festiwalu Filmowym w Cannes, jednak ówczesny peerelowski minister kultury Stanisław Wroński nie zgodził się na wysłanie go za granicę, pozwalając Konwickiemu jedynie na wąskie rozpowszechnianie filmu w kraju. W efekcie film nie odniósł sukcesu, na który – zdaniem Tadeusza Lubelskiego – niewątpliwie zasłużył.